Wzruszenie

Okazały biurowiec w samym centrum Ciechanowa. Staję przed przed nim o 8.10. Kilkanaście schodków do góry. Nagle ktoś wyjmuje mi z ręki walizkę i wnosi ją za mnie. Zastanawiam się, czy nie jest to były uczestnik szkolenia. Ale twarz młodego mężczyzny jest nieznajoma. Przed bramkami zatrzymuje się, więc korzystam z okazji, aby podziękować. Informuję, że dalej mi nie może pomóc, bo zameldowanie się na ochronie chwilę zajmie. On jest pracownikiem, więc magiczną bramkę otwiera identyfikator. Ale mężczyzna porywa moją walizkę i prowadzi ją prosto pod drzwi sali szkoleniowej.

Jeszcze nie zdążyłam zdjąć kurtki, kiedy dogania mnie ochroniarz „Usłyszałem, że jest tu Pani po raz pierwszy. Może ja Pani wytłumaczę, jak się obsługuje włączniki… Czy czegoś jeszcze Pani potrzeba?”

Sala szkoleniowa ma wszystkie stoły zestawione pod jedną ścianę. Już czuję, jak się pocę próbując je poprzestawiać. Dostawca cateringu zrozumiawszy, co zamierzam, chwyta za pierwszy stół i niesie go razem ze mną.

Mam wrażenie, że śnię dobry sen. To możliwe, szczególnie, że tej nocy spałam chyba godzinę.

Po szkoleniu przełożony jednej z uczestniczek szkolenia proponuje, że odwiezie mnie na dworzec. Opowiada o swojej pracy, ale tak naprawdę opowiada o ludziach „Ja kocham moich ludzi”. Mówi o relacjach, które panują w zespołach, którymi zarządza, o bliskości, która zbudowała się przez lata, o wspólnym świętowaniu i pracownikach, którzy realizują zadania dla grupy a nie dla indywidualnego wyniku. Zupełnie, jakbym otworzyła Patricka Lencioniego i jego opis idealnego zespołu.

Mój sen podoba mi się coraz bardziej. Szczególnie, że podwładna tego menedżera kilkukrotnie w trakcie szkolenia podkreślała, że jej szef jest dla niej prawdziwym wsparciem i w trudnych sytuacjach może na niego liczyć.

Ja nie wracam do Warszawy. Zostaję w Ciechanowie.

Zostaw komentarz

Your email address will not be published.